![]() |
| Zofia Dłutek, psycholog dyrektor Katolickiego Ośrodka Adopcyjno-Opiekuńczego w Warszawie. fot. ANNA BAŁUT |
Adopcja dziecka, podobnie jak jego pojawienie się w rodzinie, gdy rodzi się w niej w sposób naturalny, wywołuje sytuację kryzysową. Trzeba przecież przewartościować i przeformułować dotychczasowe relacje w rodzinie, zmienić wzajemne odniesienia. Zmieniają się nasze role życiowe. Przestajemy być tylko mężem i żoną, stajemy się ojcem i matką.
Problemy rodziców
Wbrew pozorom, ogromną trudność stanowi nawiązanie odpowiedniej więzi z dzieckiem. Dziecko ma już przecież bagaż doświadczeń, najczęściej bardzo trudnych. Jeśli mąż i żona idealizowali swoją przyszłą sytuację jako rodziców, jeśli nie mieli właściwych wzorców i nie byli dobrze przygotowani do nowej roli, mogą przeżyć niełatwe chwile.
Tym bardziej, że najpewniej zetkną się z problemami dziecka, które umknęły poprzednim opiekunom. W placówkach adopcyjnych rodzice są uprzedzani o problemach, jakie mogą napotkać. Jednak nie o wszystkich, bo często, nawet mimo najszczerszych chęci, nie da się dziecka w stu procentach zdiagnozować. Ktoś, biorąc dziecko do rodziny, stwierdza, że jest takie malutkie pewnie dlatego, że mało je. Potem nagle okazuje się na przykład, że nie chodzi o apetyt, lecz o to, że dziecko zostało źle zdiagnozowane pod względem hormonalnym.
Rodzice często sami wywołują problemy wychowawcze. Wielu z nich zdradza objawy nadopiekuńczości. Bardzo pragnęli dziecka i teraz chcieliby dać z siebie wszystko. Jednocześnie oczekują od tego dziecka bardzo wiele, np. wzajemności uczuć, wielkiego przywiązania. Nadopiekuńczość może spowodować, że dziecko ma potem trudności z kontaktowaniem się z rówieśnikami. Rodzice izolowali je od świata, zadowoleni, że mają je w domu. Wtedy łatwo przegapić czas, w którym dziecko powinno zacząć wchodzić w relacje ze światem zewnętrznym.
Rodzice miewają też zbyt wysokie oczekiwania wobec dziecka. Wyobrażają sobie, że skoro włożyli tyle wysiłku, na przykład czytając mu, to powinno ono odpowiedzieć, dajmy na to dobrymi stopniami w szkole. Tymczasem dzieje się inaczej, bo dziecko nie ma tak świetnego potencjału intelektualnego, a rodzice mogą przeżywać w związku z tym frustrację.
Dziecko nie jest przyczyną
Jak reagują na taką sytuację rodzice? Jedni wkładają w wychowanie jeszcze więcej wysiłku, inni zaś zwracają się do specjalistów, co jest dobrym posunięciem, bo pozwala zobiektywizować własne obserwacje. Są i tacy, którzy odsuwają się od dziecka. Zupełnie niesłusznie szukają w nim winy, choć problemy mogą wynikać właśnie z ich postawy, z nadopiekuńczości, ze zbyt wygórowanych ambicji.
Oczywiście zdarza się, że rodzice mają dosyć wszystkiego, z adoptowanym dzieckiem włącznie. Ale przecież tak jest także w rodzinach naturalnych! Próby oddania dziecka zdarzają się jednak zupełnie wyjątkowo. Niełatwo rozwiązać adopcję, bo prawo mówi wyraźnie, że można to zrobić tylko ze względu na dobro dziecka.
Gdy przychodzą do nas rodziny z naprawdę poważnymi problemami, próbujemy je scalić, zachęcamy do terapii rodzinnej. To nie dziecko jest przyczyną kłopotów. Na pewno w rodzinie istnieje poważny problem, którego dziecko może być detonatorem. Nie jest tak, że rodziny adopcyjne mają większe problemy niż rodziny naturalne. Można jednak powiedzieć, że dzieci adoptowane urodziły się w rodzinach, które się rozpadły i dlatego są to dzieci trudniejsze. Dlatego i rodzicielstwo adopcyjne jest trudniejsze.
Szkolenie i weryfikacja
Ośrodek adopcyjny stara się podchodzić do rodzicielstwa w sposób odpowiedzialny. Chcąc jak najlepiej zabezpieczyć los dziecka, stara się znaleźć takie rodziny, które wydają się gotowe na jego przyjęcie i zderzenie się z problemami. Po to właśnie jest gruntowne szkolenie i weryfikacja. Dokonuje się naturalna selekcja. Dlatego co dziesiąte małżeństwo, które do nas przychodzi, nie zostaje zakwalifikowane, a spośród już uczestniczących w zajęciach co dziesiąte samo się wycofuje. Rodzice mówią np. „Wie pani, inaczej nam się zdawało”. Albo: „Przeraża nas to, że nasze dziecko może mieć takie problemy”. Temu, kto był odpowiednio przygotowywany, dowiedział się, z jakimi problemami może się zetknąć, znacznie łatwiej potem się z nimi zmierzyć.

