Zarówno przed, jak i po ogłoszeniu wyników referendum premier John Key twierdził jednak, że rząd nie ma zamiaru zmieniać tego prawa. Zakwestionował także, uznając jako dwuznacznie sformułowane, pytanie referendalne: „Czy klaps jako środek wychowawczy powinien być czynem karalnym w Nowej Zelandii?”.
Dać klapsa czy nie
Jeszcze przed wprowadzeniem ustawy toczyła się ożywiona debata. Jedni widzą w nowym prawie pozytywny krok ku ograniczeniu przemocy wobec dzieci. Inni uważają, że uderza ono w dobrych rodziców.
Według danych organizacji humanitarnej Save the Children (‘Chroń dzieci’), w Nowej Zelandii co roku na 100 000 dzieci 1,2 umiera z powodu znęcania się nad nimi. Znana pani adwokat, Deborah Morris Travers, mówi: „Jedną z kluczowych spraw, które musimy zrobić, aby zminimalizować znęcanie się nad dziećmi, to zmienić stereotypowe myślenie o karach cielesnych. To nowe prawo jest pierwszym krokiem na tej drodze, bardzo ważnej dla naszego narodu”.
Przeciwnicy ustawy twierdzą, że nowe prawo podważa władzę rodzicielską. Tim Sisarich, dyrektor organizacji Focus on the Family (‘Skup się na rodzinie’), wyznaje, że „rolą rodzica jest wychowanie dzieci i nauczenie ich, jak być dobrymi dorosłymi. Dobrzy rodzice mają prawo do wymierzenia kary cielesnej, gdy inne łagodne metody nie działają. Chodzi wyłącznie o takie kary, które dawane są z miłością, a po nich następuje przytulenie dziecka i rozmowa”.
Pusty przepis
Odkąd nowa ustawa weszła w życie, policja wszczęła dochodzenie przeciwko 13 osobom maltretującym dzieci. Skazana została jedna: muzyk Jimmy Mason, który w grudniu 2007 roku bił po twarzy i szarpał za ucho 4-letniego syna. Skazano go na 9 miesięcy nadzoru sądowego i uczęszczanie na terapię służącą rozładowywaniu gniewu.
Niestety, w czasie obowiązywania prawa przeciwko stosowaniu kar cielesnych co roku wzrasta liczba przypadków znęcania się nad dziećmi.

